zakręcony dzień (czwartek) :)
2009-10-23 13:49:40
No więc. Zacznę od początku.
Po pierwsze to straaaaaaasznie, ale to straaaasznie nie chciało mi się wstawać. No ale nic. Wzięłam się w garść i pojechałam na angola. Nie było źle, tylko babka chyba ma wygórowane ambicje, ale nic to :)
Po angolu wróciłam na dwie godziny do domku. Przyszła wtedy pani B i tak mi się nie chciało jechać na wykłady, że szok. Ale zawzięłam się i pojechałam. Trochę za późno wyszłam, więc musiałam nieźle przygazować :)
Na stacji okazało się, że na uczelnie jedzie też Mała! O matko... Jak ja jej dawno nie widziałam. No to nic dziwnego, że sobie pogadałyśmy, powspominałyśmy, po czym tak zachciało mi się umówić z nią na piwo, że aż mi głupio :) Swoją droga ja naprawdę nie pojmuję jak można studiować filozofię, ale mniejsza :) Jak się okazało, o czym jeszcze nie napisałam, Małe studiuje tam gdzie ja, więc mam nadzieje częściej ją wydywać. Szczególnie w czwartki.
A jak miło było poobgadywać PEWNE osoby :P (wredota ze mnie).
No nic.
Oczywiście Ktoś na wykładach się nie pojawił, o czym raczył poinformować na godzinę przed ich rozpoczęciem. W sumie dobrze. Przynajmniej dłużej sobie pogadałam :P
Wykłady ciągnęły się długo i namiętnie. Na początku drugiego udało mi się stworzyć 1/15 opowiadania, które na poczekaniu wymyśliłam (taa... Żeby to 1/15). No a potem powrót.
Niby zwykła jazda pociągiem, ale za plecami cały czas słyszałam pewnego pana, który nadawał mniej więcej tak: "Student to darmozjad! Jak się chce uczyć, to niech się uczy, ale to i tak darmozjad! Ja nie chcę płacić podatków za studentów. To darmozjady... " I tak w kółko. W końcu jakaś kobieta powiedziała mu, że ona nie zamierza z nim dyskutować, a on na to: "Nie? No to niech pani policję weźmie!". Cóż... Jak widać Pan nie mógł sobie zarzucić, że był darmozjadem :P
Żeby było śmiesznie w drodze do domu jakiś koleś - troszkę wstawiony - zaczął się mnie pytać gdzie chcę dotrzeć. Nie bardzo rozumiałam o co mu chodzi, ale zdecydowałam się czekać 15 minut na autobus, na wypadek, gdyby miał za dużo czasu wolnego. Na szczęście, gdy ten nadjechał, "pan wstawiony" nie wsiadł do niego :))
No a kiedy wróciłam do domu po tym emocjonującym dniu odkryłam, że pani z Fundacji odpisała mi na maila. Co prawda w mailu tym informowała mnie, że musi zrezygnować ze spotkania następnego dnia i że mam zadzwonić w przyszłym tygodniu - zapewne pomyliła się i umówiła się na spotkanie z kimś innym :P - ale to chyba znaczy, że mogę. Prawda? :P Znaczy? Znaczy?:P
No to w skrócie tyle.
See you nara i "pies cie jebał" :P
skomentuj (0)